niedziela, 8 grudnia 2019
Duda, Kidawa-Błońska, Jaśkowiec, Chołownia - Polska chce ulec destrukcji przez samo uśpienie poprzedzone schizofrenią. Kraj bez celów, świadomości potrzeby utrzymania bezpieczeństwa i egzystencji. A cel to np. wejście do €uro, nowy etap integracji europejskiej, poukładanie oświaty, służby zdrowia, ochrony środowiska. Zamiast mamy koncert dziwaków, którzy nawet nie wiedzą po co im to
środa, 6 listopada 2019
wtorek, 5 listopada 2019
Decyzja PDT to decyzja Męża Stanu i wybitnego polityka, który umie czytać grę polityczną, która jest skomplikowana jak szachy. Gdyby zdecydował się wejść do gry to by znaczyło, że nie umie jej czytać. Ci co go pchali do konfrontacji z Dudą widzą politykę raczej jak grę w warcaby. Nie widzą, że przegrana Tuska to byłaby klęska Polski wolnej i demokratycznej, europejskiej i praworządnej. A Marszałek Tusk może wejść do gry w dalszym ruchu, gdy jakiś pionek dojdzie do końca tablicy wróci na szachownicę.
Ja wam to rozrysuję:
Ja wam to rozrysuję:
Na pierwszy rzut oka decyzja Tuska o nie kandydowaniu na Prezydenta RP to gigantyczny błąd polityczny. Bo zostawia na ringu niekumatą Kidawę-Błońską i równie niekumatego Kosiniaka-Kamysza. A my Polacy zasługujemy po Komorowskim i Dudzie na lepszego prezydenta niż politycy tego formatu.
Ale trzeba pamiętać, że przegrana Tuska z kimś tak miernym jak Duda, którego prezydentura jest karykaturalna oznaczałaby klęskę pewnej wizji Polski na lata. Polski praworządnej, europejskiej i demokratycznej.
Gnicie niepraworządnych, prokremlowskich rządów PiS-u pod którymi podpisuje się Duda przyspiesza. Tusk może wejść do gry przy innej okazji, szybciej niż nam się wydaje.
Ale trzeba pamiętać, że przegrana Tuska z kimś tak miernym jak Duda, którego prezydentura jest karykaturalna oznaczałaby klęskę pewnej wizji Polski na lata. Polski praworządnej, europejskiej i demokratycznej.
Gnicie niepraworządnych, prokremlowskich rządów PiS-u pod którymi podpisuje się Duda przyspiesza. Tusk może wejść do gry przy innej okazji, szybciej niż nam się wydaje.
czwartek, 31 października 2019
środa, 30 października 2019
Czym się ta Tokarczuk chwali? Ja też kiedyś spotkałem Szymborską
To było na samym początku studiów. Rok 1995. Jadłem kebaba pod Bagatelą w Krakowie. Podeszła do mnie starsza Pani. Zapytała: co to? Odpowiedziałem. Kupiła. Jedliśmy razem. Rozmawialiśmy o pogodzie. Obok wejścia do pobliskiej księgarni ktoś grał na gitarze: to była Olga Tokarczuk. Zabrzmiały nuty piosenki: konik, z drzewa koń na biegunach. Podszedł do niej starszy mężczyzna, zaczął śpiewać. To był Czesław Miłosz. Filmował to kamerą VHS Andrzej Wajda. Mężczyzna w okrągłych okularach krzyczał do chłopca na rowerze: Oskar! No chodź do mnie! Już ida! - odpowiedział chłopiec. W pobliskim kantorze wymieniał dolary na złote Lech Wałęsa. Jakiś facet specjalnie gonił polewaczkę by go popryskała, cały mokry mówił do kolegi: Powiem żonie, że na Brackiej padał deszcz. Zamyślony chemik z Frankfurtu niósł w siatce karpia, kupionego w pobliskiej centrali rybnej na Karmelickiej. Zdawało mu się, że karp śpiewa do niego: samotność to straszna trwoga. Krótko ostrzyżona brunetka spod Chrzanowa robiła na szydełku skarpetkę w oczekiwaniu na swoją kolej w Urzędzie Wojewódzkim. Rok później zobaczyłem starszą panią na ekranie TV. Tak to była ona. Odbierała Nagrodę Nobla.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
