Detektyw Marcel Matysik stał na otwartej rampie samolotu CASA, jako kapitan 16 Batalionu Powietrznodesantowego cieszył się ogromnym szacunkiem. To miał być skok nr 112. Stanął na krawędzi, poleciał. Leciał jak kamień, pociągnął za linkę, pofrunął jak orzeł. Podziwiał Pustynię Błędowską, bezmiar tej przestrzeni.
– Niebo błękitne nade mną, prawo moralne we mnie – krzyknął w ekstazie. Odpowiedziało mu echo. W tym momencie zobaczył, że w garści ściska tylko linkę a na plecach zamiast spadochronu ma tylko plecak z napisem Adidas. – AAAA!!! - krzyknął - Otworzył oczy.
Marcel był w swojej sypialni, pod swoją kołderką. – Piękny sen, choć straszny – zamyślł się. Wziął do ręki telefon. 8 nieodebranych połączeń od Anette. Oddzwonił. – Anette Mepke, słucham! – odebrał znajomy głos, tym razem z lekką chrypą. – Nie poznajesz mnie? To ja! Marcel! - . – Poznaję, nie wkurwiaj mnie, czemu nie odbierasz młocie?!?? - . –Spałem – odpowiedział tonem składającym się w 102% z poczucia winy. – Nie czas na sen, mam pilne zlecenie, na teraz. Możesz? – No mogę – odparł Marcel. Czerwony wyświetlacz zegara wyświetlał 9.12.
- Pojedź dyskretnie na przystanek Rondo Polsad, podobno wydobywają się tam dziwne zapachy, sprawdź o co cho i zadzwoń, stawka jak zwykle - . – Dobrze, na ra. - . Anette gwałtownie zakończyła połączenie.
Marcel wsiadł do Lajkonika linii 12, wysiadł na przystanku Rondo Polsad. Rozglądał się. Dostrzegł kilka osób z kawą w tekturowych kubkach. Poczuł jej zapach. Wyjechał schodami ruchomymi na górę. Obok wejścia stał rower z przyczepą na której stało stoisko z kawą. - No to mamy jasność. - Zadzwonił do Anette, zdał sprawę, za chwilę dostał Blikeim na telefon 400 zł.
- Dziś znów jak 15 lat temu jestem mądrym, dobrym i wielkodusznym człowiekiem , lecz dawniej narobiłem w życiu wiele zła. Skamieniałe serce, niskie poczucie wartości i pewności siebie sparwiły, że przybrałem maskę. Nie byłem sobą – płakał jadąc schodami ruchomymi Marcel. – Tylko miłosierdzie może mi pomóc, czas się pomodlić – wsiadł do tramwaju w stronę Łagiewnik. Marcel siedział na pojedynczym krzesełku z lewej strony tramwaju. Zmrużył o czy.
Z letargu wyrwało go szarpnięcie i dzwonek. Słońce oślepiało go promieniem wpadającym przez okno. – Czas wysiąść - dojrzał bryłę świątyni. Stanął na przystanku. W tym momencie doznał szoku. Zamiast Świątyni Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach zobaczył świątynię Opatrzności Bożej na Wilanowie. – Skąd wziąłem się w Warszawie? – Marcel był przerażony. Podniósł z ławki na przystanku Fakt. Gazeta nosiła datę 21.03.2043. – Prezydent RP Gibała wetuje ustawę antyalkoholową, czasem jestem wciąż małym Kaziem Sową – papież Donald I specjalnie dla Faktu. Prezes PZPN Lewandowski nie ogarnął finansów, gigantyczne straty związku, to mój największy sukces od czasu odnalezienia Iwony Wieczorek – detektyw Matysik o pojmaniu Putina- krzyczały nagłówki.
- Co robić? Miałem się pomodlić, idę się pomodlić. Świątynia to świątynia. Sztuka jest sztuka – Marcel ruszył w stronę gmachu zwanego wyciskarką do cytryn. Ukląkł przed ołtarzem zamknął oczy. – Jeśli chcesz wrócić, po prostu wsiądź do tramwaju w drugą stronę – usłyszał w głowie głos Faustyny Kowalskiej. Uspokojony ruszył na przystanek i wykonał polecenia instrukcji. Otworzył oczy, znów był pod Rondem Polsadu. – Musicie Państwo wysiąść, rzekł motorniczy. Dalej prowadzone są prace naprawcze. Postanowił dotrzeć do domu piechotą.
Na końcu przystanku dojrzał w ścianie otwór. Pracownicy krakowskich wodociągów witali się z facetami w brudnych od ziemi swetrach i czapkach pilotów RAF. Kim jesteście? Mondschein, Kolanowski, Kiewniarski, Król, jesteśmy jeńcami Stalagu Luft 3. Dziś 28 marca 1943. Chyba się udało? – zapytał jeden z nich. – Nie dziś 28.09.2026. Przenieśliście się w czasie? – zaśmiał się mężczyzna w pomarańczowej kamizelce. – A obok jest muzeum, gdzie jest wasz zestrzelony samolot i tablice z historią – dodał drugi. – To musimy to zobaczyć, zaśmiali się piloci - .